Pamiętniki
Publikujemy tutaj ciekawe (naszym zdaniem) teksty do których uda nam się dotrzeć lub do nas nadesłane. Fragmenty pamiętników być może zaciekawią odwiedzających stronę. Zapraszamy do lektury, ale też do przysyłania dalszych tekstów które mogą mieć dowolną tematykę i dotyczyć dowolnego czasu.

Adam Fujarski - (Pamiętnik)
- "Kronika miasta Krzeszowice 1939-1945" (1)(2)(3) /Fragmenty/

Kronika miasta niżej opisana opiera się na faktach i przeżyciach zgodnych z prawdą i bierze swój początek nie od pierwszego dnia wybuchu wojny, lecz od wypadków wojnę poprzedzających, które miały wpływ i zdecydowały o tragedii jaką ludność Polski,  a tym samym i obywatele miasta Krzeszowic przechodzili. Jako pierwsze zwiastuny zbliżającej się straszliwej burzy dziejowej było opanowanie w Niemczech władzy przez narodowy socjalizm, którego wodzem był sam Adolf Hitler, dążący do odwetu za przegraną wojnę w 1918 r. i traktat wersalski. Skutki opanowania przez Hitlera władzy w Niemczech i zorganizowaniu całego ustroju wewnętrznego państwa, Hitler zaczął kruszyć traktat wersalski zajmując Nadrenię, zagłębie Sary, wprowadzając stałą służbę wojskową i wiele innych posunięć, tak że traktatu wersalskiego pozostały wkrótce tylko strzępy. Przede wszystkim w marcu 1938 r. wojska niemieckie zajęły Austrię, w jesieni 1938 r. zajął kraj sudecki, a w marcu 1939 r. opanował całe Czechy stwarzając Protektorat Czech i Moraw. Jakkolwiek Hitler oświadczył publicznie w swoich przemówieniach, że po opanowaniu krajów zamieszkały przez Niemców żadnych pretensji terytorialnych Rzesza niemiecka więcej rościła nie będzie, jednak zapewnieniom tym nikt nie wierzył i że przyjdzie czas, że wysunie pretensje do Polski. Niedługo na to trzeba było czekać, bo może w miesiąc po opanowaniu Czech zrywa z Polską pakt o nieagresji zawarty z Polską w 1933 r. i żąda zwrotu Gdańska i korytarza przez terytorium Polski dla dostępu do Prus wschodnich. W odpowiedzi na te żądania rząd Polski przez swego ministra Spraw Zagranicznych BECKA na zebraniu Sejmu w dniu 5 maja 1939 r. odpowiedział krótko "NIE" jako odpowiedź na zakusy Niemiec hitlerowskich na ziemie Polski. Słowo to stało się przyczyną napaści Niemców na Polskę w dniu 1.IX.1939 r. gdzie już we wczesnych godzinach rannych (był to piątek) pierwsze bomby spadły na otwarte miasta Polski, siejąc zniszczenie i śmierć ludności. Jak już wyżej powiedziano, pierwsze zwiastuny pożogi wojennej zapowiadały się już w latach poprzedzających rok 1939. Wypadki poprzedzające rozpoczęcie działań wojennych nastrajały i przygotowywały obywateli do ciężkich przeżyć jakie za sobą pociąga wojna, tym bardziej, że obecnie żyjące pokolenie przechodziło już wojnę w latach 1914-1921, i każdy Obywatel był pewien, że następna wojna będzie w swych skutkach straszniejsza niż poprzednia. Jakie to były wojny i o co prowadzone należy do historii wojen, tu tylko w tych paru słowach opisuje się przeżycia jakie mieszkańcy Krzeszowic w okresie drugiej wojny przeżyli i przecierpieli. Jednym ze zwiastunów zbliżającej się wojny, a z nią czterech jeźdźców Apokalipsy, był zjazd Legionowy w dniu 6.8.1939 r. w Krakowie, na którym ówczesny Marszałek Polski Śmigły Rydz w gorących słowach przemawiał do zebranych i przestrzegał o zbliżającym się niebezpieczeństwie od zachodu, że naród winien się zjednoczyć, wszystko poświęcić, Ojczyznę ratować. Przemówienia tego słuchała cała Polska i zagranica, gdzie nadawane było przez radio. W ten piękny dzień słoneczny nikt nie przypuszczał, że straszliwa Nemezis dziejowa stała u wrót Polski. Słuchaliśmy tego przemówienia ze skupieniem i wielką troską bo nie wiadomo było, co najbliższe dni mogą przynieść. Jako też w niedługim czasie przyniosły, bo już 22.8.1939r. Starostwo Powiatowe w Chrzanowie zarządziło dzienne i nocne dyżury w gminie przy telefonie oczekując w napięciu mających nadejść rozkazów. W dniu 24.8.1939 r. o godzinie 5-tej rano nadszedł pierwszy telefonogram, by przygotować specjalnych posłańców do rozniesienia pilnych zarządzeń Starostwa. Jakie to miały być zarządzenia służby przy telefonie nie wiedziały, bo albo karty powołania, albo powszechna mobilizacja. O godzinie 8-mej rano przyjechał specjalny Kurier, który przywiózł na razie tylko imienne karty powołania do natychmiastowego doręczenia z terminem natychmiastoowego stawienia się powołanych w wyznaczonych formacjach wojskowych (zostali wezwani Arch. Gwidon Migula. Lek.wet. Wyzina Emilian, malarz Gruner Karol i wielu innych, którtych nazwisk nie pamiętam). Następne zarządzenia przeprowadzenia poboru koni i uprzęży, rekwizycja samochodów, stworzenia brygad robotniczych do różnych prac dla wojska, ustalenie komisji skupu itp. Już po nadejściu powołań do wojska, powstał u mieszkańców nastrój więcej niż poważny, bo i obawy, które jeszcze podnosiły falangę samochodów uwożących ludność z całym dobytkiem od strony Śląska. Ulicą Tadeusza Kościuszki ciągnął jeden nieprzerwany sznur wszelkiego rodzaju pojazdów zdążających w stronę Krakowa, a pociągami znów jechały transporty wojska, lecz w przeciwnym kierunku, tj. w stronę Śląska. Na terenie stajni angielskiej odbywał się w czasie tym pobór koni i wozów dla potrzeb wojska. Nastrój jaki zaczął się w dniu 24.9.1939 trwał aż do dnia ogłoszenia powszechnej mobilizacji; nikt nie wątpił ani się nie łudził, że wojna wisi w powietrzu. W międzyczasie nadchodziły różne zarządzenia i ogłoszenia do ludności. Nie tylko koleją, ale już wszystkimi drogami jechało wojsko. Do Krzeszowic nadchodziły transporty, które w Krzeszowityreria, czołgi i wszystko ciągnęło ulicą Grunwaldzką w stronę Nowej Góry i dalej ku zachodowi. Przejeżdżająca kawaleria na koniach, czołgi i postawa naszych żołnierzy, w szczególności pancernych podnosiły serca i dodawały otuchy pesymistom. Niestety nie na długo. 
W sobotę dnia 26.8.1939r. nadszedł telefonogram ze starostwa, by w niedzielę i dni następne zmobilizować wszystkich mieszkańców miasta bez względu na narodowość, płeć i wiek do kopania rowów przeciwlotniczych. Na wezwanie to wszyscy mieszkańcy miasta nie wyłączając Żydów i kto tylko czuł się na siłach, przyszedł z łopatą do pracy. W szczególności młodzież obojga płci chwyciła za kilofy, łopaty i przez dwa dni kopali rowy na całej długości plant. Nastrój stawał się coraz więcej gorączkowy, gdyż zdawało się, że lada chwila wojna wybuchnie i nadlecą samoloty z bombami, gdyż nikt się nie łudził, że w nadchodzącej wojnie dominującą rolę odegrają samoloty. 
Wiadomości nadchodziły najróżnorodniejsze w zasadzie zawsze fałszywe. Pomimo optymizmu, że może wojny nie będzie, transport za transportem przejeżdżały z wojskiem na zachód, a z zachodu ciągnęły sznury samochodów z uciekającymi i ewakuowanymi w stronę Krakowa. Nastrój taki trwał do 29.8.1939r., gdy o godzinie 8-mej wieczorem nadeszła telefoniczna wiadomość o ogłoszeniu powszechnej mobilizacji, która za godzinę została odwołana. W pierwszej chwili zdawało się, że może wojny nie będzie. Jednak dnia następnego nadzieje złudne prysły, bo o godz. 10-tej rano gmina otrzymała telefoniczne zawiadomienie powtórne o ogłoszeniu mobilizacji. Jeżeli jest mobilizacja, to wojna nieunikniona, tak już wszyscy zaczęli mówić. Mobilizacja została ogłoszona na 30 dni. W ciągu tego czasu cała armia miała być zmobilizowana. Już jak w okresie zarządzenia w związku z mobilizacją, w szczególności z przygotowywaniem dostaw i świadczeń rzeczowych dla armii.

 W ciągu poniedziałku przyprowadzono do miasta oddział dywersantów niemieckich w ilości 34 ludzi, których władze wojskowe kazały rozstrzelalać. Egzekucję wykonano na hałdzie obok starej sztolni na Gwoźdźcu - gdzie też ich pochowano. W ciągu ostatnich dwóch dni przed wkroczeniem Niemców do Krzeszowic - przeciągnęły przez miasto nieprzeliczone fale uchodźców od Śląska na wschód. Wszystko to szło ogarnięte paniką. Widziało się ludzi, którzy cały swój majątek niosło w tobołkach na plecach. Widziało się nieprzejrzaną falę ludzi idących nie wiedząc gdzie i po co. 
Wszystko szło w nieznane. W nocy z poniedziałku na wtorek wkroczyły do miasta pierwsze patrole niemieckie, po uprzednim ostrzeliwaniu dróg wjazdowych z miasta przez artylerię niemiecką.
Kanonada trwała prawie całą noc. Pociski padały na miasto i dalej poza miasto. Pomimo dość silnego ostrzeliwania miasto bardzo mało ucierpiało. Jedynie trzy domy tj. Felusia Aldona i Ziomkowej Joanny przy ul.Targowej oraz Ryńskiej Tekli przy ul. Tadeusza Kościuszki ucierpiały od eksplodujących granatów, a fasady domów Rokowskiego, Ziąbka i Knapika zostały zniszczone na skutek wybuchu granatów przed domami. Poza tym było wybitych kilka dziur w ulicach. W czasie zajmowania Krzeszowic przez Niemców został zabity Ornat Marian. Zaraz po wkroczeniu Niemców i przeszukaniu miasta za oddziałami wojska polskiego, Niemcy zaczęli dopytywać się o burmistrza, sekretarza, w ogóle o kogoś z gminy. Naturalnie, nikogo z nich nie znaleźli, bo wszyscy w obawie przed działaniami wojennymi wraz z mieszkańcami Krzeszowice opuścili. Między tymi, którzy miasto opuścili znajdowali się Dziacichowicz Hanryk i Kochański Bruno, którzy po przejściu fali frontowej natychmiast do Krzeszowic powrócili. Po wkroczeniu Niemców do Krzeszowic w dniu 5.9.1939r. zaraz Niemcy ustanowili Komendę miasta tzw. "Orstkomendę" i szukali kogo by mianować burmistrzem. Ponieważ nikogo takiego z Obywateli miasta nie było i nikt się na urząd ten nie kwapił zamianowali burmistrzem Henryka Dziecichowicza w dniu 8.9.1939r. gdyż umiał po niemiecku i z Niemcami zaraz się dogadał. Dlaczego Dziecichowicza mianowali burmistrzem, nikt tego nie wiedział i nie umiał wyjaśnić. Różne o tym krążyły wieści, a w szczególności, że był z nimi w zmowie i że stał na ich usługach jeszcze przed wojną. Tak opowiadano, lecz czy to jest prawda, nikt tego nie stwierdził. Kto to był Dziecichowicz i Kochański, podaje niżej naprowadzone fakty z czasu ich urzędowania. Oto ich biografia: 
1) Henryk Dziecichowicz, urodzony w 1893r. w Berlinie, tam wychowany i przesiąknięty duchem niemieckim, przybył do Krzeszowic z żoną i trojgiem dzieci małoletnich i jako kupiec prowadził trafikę po jego krewnej Figlowej w r.1931. Po zlikwidowaniu hurtowni Figlowej, sklep zatrzymał i założył drobną sprzedaż tytoniu i przyborów kancelaryjnych. Sklep jego mieścił się w rynku w budynku Nr 24, gdzie znajduje się Składnica Kółek Rolniczych (obecnie Rej.Spółdz.Zaopatrz. i Zbytu). W latach późniejszych, bo gdzieś w r.1938 lokal, w którym prowadził sklep nabył na własność od ówczesnej Administracji dóbr Potockich za cenę 15.000 zł, które rzekomo mieli mu pożyczyć krewni z Poznania. Dla klientów był kupiecko grzeczny, w gminie żył ze wszystkimi dobrze, często przychodził do biura aby mu pozwolono pisać na maszynie, co mu też nigdy nie zostało odmówione. Brał żywy udział w życiu społecznym miasta, należał do Wydziału z Federowanego Związku Obrońców Ojczyzny, prowadził życie towarzyskie z tut. Obywatelstwem, brał czynny udział w urządzaniu koncertów ze śp. Drem Wałkowskim, a także kandydował do Rady miejskiej w 1938r. Tak Dziecichowicz przedstawiał się na zewnątrz. Natomiast w sklepie prowadził wszystkie czynności tylko po niemiecku. Z Kochańskim, z którym się serdecznie zaprzyjaźnił rozmawiał przeważnie tylko po niemiecku. Prenumerował różne dzienniki i tygodniki ilustrowane z Niemiec. Bardzo często, tak w lecie jak i w zimie wyjeżdżał nad granicą Słowacką. Na wyjazdy ubierał się tylko w krótkie spodenki i z plecakiem, a w zimie z nartami. Lubił bardzo sporty, jazdę na motocyklu i narciarstwo. Po ustanowieniu Dziecichowicza przez władze niemieckie burmistrzem przystąpił do urzędowania. W budynku, w mieszkaniu prywatnym sekretarza Fujarskiego zainstalowała się policja pomocnicza niemiecka tak zwana "Hilfpolizei", która swe urzędowanie rozpoczęła od wywieszania flagi hitlerowskiej na attyce frontowej budynku. Widok ten był dla mieszkańców miasta bardzo bolesny, bo obok orła polskiego i w miejscu, gdzie dawniej na wszelkie polskie uroczystości wywieszano flagę Polską - spływała czerwona płachta, z białym kołem i czarnym złamanym krzyżem w środku. Jednak pewnego rodzaju miłym widokiem dla obserwatora był orzeł Polski umieszczony wysoko na szczycie attyki frontowej budynku. Właśnie obok tego orła spływała flaga niemiecka - który drwiąco i szyderczo spoglądał jednym okiem na flagę niemiecką i szydził sobie z emblematu dla niego obcego  i jak gdyby mówił do siebie "nie twoje tu miejsce i tak cię wnet stąd wyrzucą". Na tablicach urzędowych wywieszono zarządzenia w języku niemieckim i polskim, że wszyscy urzędnicy i pracownicy państwowi i samorządowi mają wrócic na swoje dawne stanowiska. W toku urzędowania, które rozpoczął Dziecichowicz jako burmistrz pod znakiem swastyki niemieckiej, wszystkie sprawy były przede wszystkim dla Niemców załatwiane w pierwszej kolejności. Przede wszystkim oddziały zakwaterowane w mieście we wszystkich budynkach a między innymi i budynkach miejskich, żądały ciągle ludzi do różnych robót, w szczególności dziewcząt do sprzątania kwater wojskowych, prania bielizny, obierania kartofli do kuchni wojskowej i wielu innych robót. Obowiązkiem Dziecichowicza było żądaną ilość ludzi dostarczyć, który represjami przy pomocy Kochańskiego ludzi do robót pędzili. Największymi ofiarami do robót dla wojska byli Żydzi, a w szczególności kobiety. Na każde żądanie Niemców, bez wzgledu na pore dnia i nocy, odpowiednia ilość Żydów musiała stanąć do pracy. Najwiecej i perfidnie była wzywana do robót inteligencja żydowska, ci spełniali najgorsze i najcięższe roboty, zwłaszcza w zimie przy usuwaniu zasp śnieżnych na naigłówniejszych ulicach. Ponieważ Dziecichowicz miejscowych Żydów znał doskonale, przeto nie było dla niego wielkiej trdności odpowiednie osoby wybierać. Językiem urzędowym był język niemiecki. W pierwszych dniach okupacji przewalało się tysiące osób - ludzi powracających z ucieczki do swych miejscowości zwłaszcza ze Śląska. według zarządzenia władz niemieckich każdy uciekinier powracający do domu musiał mieć poświadczenie wystawione przez Zarząd Miejski, że dana osoba jest uchodźcą i powraca do domu. Poświadczenia takie musiały być wystawiane w języku niemieckim i podpisane przez Dziecichowicza. Ponieważ dowóz wszelkich artykułów żywnościowych został uniemożliwiony, Dziecichowicz z Kochańskim zajęli wszystkie magazyny i zarekwirowali wszystką mąkę, po składach Grossów, Sasa i pozwozili do gminy, skąd rozdzielano między piekarzy do wypieku chleba. Nadto wszystko zboże na folwarku Potockich i na plebanii u ks.Morajki kazał młócić i w młynach mielić. Oprócz mąki były pozwożone do magazynów w gminie inne artykuły powszechnego użytku, i były do rozporządzenia Dziecichowicza czy Kochańskiego. Niektóre z tych artykułów światła dziennego nie zobaczyły, bo ugrzęzły w rękach Dziecichowicza i Kochańskiego. W domu Michała Oświęcimskiego w rynku urzędowała Komenda Niemiecka tzw. "Orstkomenda" - Komendantowi Dziecichowicz musiał codziennie zdawać sprawozdanie ze swych czynności w gminie. Ponieważ władza administracyjna nie była jeszcze uruchomiona, władzę tę spełniało wojsko. Komendantem wojskowym był oficer niemiecki, rezerwista nazwiskiem Balmann, który w cywilu był profesorem jakiegoś uniwersytetu w Niemczech. Wojskowy ten załatwiał wszystkie sprawy mieszkańców miasta i okolicy, a tłumaczem do tych spraw był Dziecichowicz. Niemiec ten najczęściej załatwiał sprawy sporów różnych niestety między Polakami, którzy swoje osobiste prywatne sprawy czy zatargi nawet z lat ubiegłych, gdzie sądy polskie ustaliły wyroki, może nie korzystne dla niektórych, odnawiały i skarżyły Niemcom z myślą, że Niemcy sprawiedliwiej rozsądzą. spraw takich było bardzo wiele, szczególnie z terenów wiejskich. Było również bardzo wiele wypadków donosów anonimowych. W innych warunkach anonimy zwykle szły do kosza, lecz w wypadku gdy anonim był na Polaka, Niemcy chętnie go wykorzystywali i robili z niego użytek. 
Naród policjantów, jakim był naród niemiecki chętnie anonimy wykorzystywał dla swych celów. 
Komendant miasta był panem życia i śmierci mieszkańców miasta. Ważniejszych poczynań bez jego wiedzy nie wolno było robić. Niemcy znani ze swej perfidności przekręcania faktów, sami dopuszczali się nadużyć, by później urzędowo wkraczać i robić po swojemu porządek. Po wkroczeniu do miasta sami rozbijali sklepy, wybrali towar najlepszy a resztę pozwalali innym rabować, przy czym akty takich stworzonych przez siebie rabunków fotografowali czy filmowali i posyłali do dzienników niemieckich gdzie odpowiednio przez propagandę niemiecką urobione, zohydzali i zniesławiali naród Polski. Takie fakta zaszły w Krzeszowicach przy rabowaniu przez ludność okoliczną sklepów żydowskich. Po opanowaniu jakiego takiego porządku i spokoju, rękę na wszystkich sklepach położyli obaj przedstawiciele miasta. Dla formy kazali porobić spis inwentarza we wszystkich sklepach i sami dysponowali pozostałym jeszcze towarem. Spis inwentarza był tylko dla nich. Obaj zaopatrzyli się w co się tylko dało. Mieli wszystko, to co dusza ich zapragnęła, a rodziny ich potrzebowały, począwszy od ubrań, a skończywszy na garnkach i żywności. Gdzie czego nie było, ale oni mieli. Jeżeli ktoś chciał w sklepie kupić buciki czy inne rzeczy, musiał mieć na to kartkę od Dziecichowicza lub Kochańskiego. W czasie akcji odbierania aparatów radiowych, to były składane w biurze Zarządu miejskiego, gdzie niektórzy pracownicy późno w nocy pod bokiem warty niemieckiej zakradali się do kancelarii gdzie były złożone aparaty i tam następnego kolportowali to, co usłyszeli. Naturalnie nie śmiał o tym wiedzieć ani Dziecichowicz lub Kochański. Dziecichowicz miał w biurze aparat radiowy, który cały dzień grał lub gadał, ale tylko ze stacji niemieckich. W szczególności gdy były podawane komunikaty wojenne z frontów, Dziecichowicz z Kochańskim słuchali z nabożeństwem o wyczynach armii niemieckiej i obaj wyrażali swoją radość z sukcesów, jakie im radio niemieckie podawało. Wybitną radością dla nich było, gdy podawano przez głośniki specjalne komunikaty o wyczynach armii niemieckiej. Obaj starali się specjalnie ducha w pracownikach zabić i na swój sposób komentowali zwycięstwa. 
cd. 
Na stanowisku tym nie wytrwał do końca, nie czekał zwycięstw niemieckich lecz przeczuwając zbliżającą się katastrofę zaczął się wycofywać, bo wiedział, że zaszedł za daleko, a powrotu nia ma. Czy przypuszczał, że Niemcy od klęski pod Stalingradem  w styczniu 1943r. chylą się ku upadkowi, czy kierowały nim inne powody, dość, że zaczął od swej ojczyzny się odsuwać, a z jego późniejszych rozmów można było wnioskować, że w zwycięstwo Niemiec więcej nie wierzy. 
Przypuszczalnie musiał żałować swego kroku przyznania się do Volksdeutscherstwa, bo w 1944r. zrzekł się chleba niemieckiego oddając im wszystkie karty żywnościowe i przeszedł na karty polskie, zwrócił wszystkie karty rozpoznawcze niemieckie, a wystarał się o polskie, czyli że stał się znowu Polakiem. Zdawało mu się, że zmienić narodowość, to tak samo jak zmienić rękawiczki. 
Czy mu to pomoże, okaże dopiero przyszłość. Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Krzeszowic w dniu 18 stycznia 1945r. Dziecichowicz w swej naiwności, że mu wszystko zostanie zapomniane ostentacyjnie niósł przez rynek Orła polskiego do swego sklepu, przyszedł do gminy i ofiarował swoje usługi i pracę, których nie przyjęto, a jego samego w parę dni później aresztowali Sowieci i wywieźli w nieznanym kierunku. Tu jednak należy przyznać, że z jego powodu nikt szwanku na życiu i zdrowiu nie poniósł. Druga osoba , która odegrała dominującą rolę w życiu miasta Krzeszowice w czasie okupacji niemieckiej, bo od 8.9.1939r. do 19.1.1945r. tj. na 24 godziny przed wkroczeniem wojsk sowieckich do miasta był Kochański Bruno, urodzony w r. 1884 w Woli Tucholskiej, pow. Tarnów. Przybył do Krzeszowic w r.1928 jako emerytowany chorąży Wojsk Polskich, który prawdopodobnie na skutek swego wrogiego nastawienia do PaństwaPolskiego został posłany na emeryturę. Od czasu przybycia do Krzeszowic i do chwili wybuchu wojny w r.1939 w Krzeszowicach był bardzo mało znany. Dał się cokolwiek poznać przy wyborach do rady gminnej w r.1939, gdzie kandydował na radnego z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego. 
Jednym jego przyjacielem, z którym się rozumiał był Dziecichowicz i żył z nim na bardzo poufałej stopie. Czytali razem gazety niemieckie, po niemiecku rozmawiali, a z jego zachowania się i rozmów do osób innych przebijała sympatia dla ruchu hitlerowskiego. Z chwilą wkroczenia wojsk niemieckich do miasta i objęcia burmistrzostwa przez Dziecichowicza przybrał sobie do pomocy Kochańskiego. Z chwilą przekroczenia progów budynku Zarządu miejskiego ujawniła się podła i wilcza natura Kochańskiego. Przede wszystkim niesamowita nienawiść do wszystkiego, co polskie. 
Pierwsze słowa, jakie wypowiedział do Dziecichowicza po objęciu urzędowania były:"teraz będę się mścił". Do czego i do kogo te słowa się odnosiły i dlaczego będzie się mścił, nie wiadomo. W klapie marynarki nosił ostentacyjnie odznakę hitlerowską i beretkę jakiegoś odznaczenia austriackiego. Na ścianie w jego biurze wisiał portret Hitlera na tle flag hitlerowskich. Gdy władze niemieckie zwróciły mu uwagę, że w urzędzie polskim nie wolno wieszać portretów Hitlera oświadczył, że jest sympatykiem ideologii hitlerowskiej i uprosił, że pozwolono mu tylko w jego biurze, by portret Hitlera wisiał na ścianie. Władze w stosunku do ludności polskiej ujął w swe ręce Kochański. Z jego poczynań i postępków wynikało, że burmistrzem jest Kochański, nie Dziecichowicz. W gminie był wszystkim, sekretarzem, policjantem i spełniał takie czynności, których przeciętny obywatel polski byłby się wstydził wobec rodaków. Na jego postepowanie Dziecichowicz nie miał żadnego wpływu. O ile Dziecichowicz chciał jakąś sprawę przeprowadzić z korzyścią dla ludności polskiej, Kochański zawsze się sprzeciwiał. Cały czas urzędowania Kochańskiego w gminie zaliczyć można do lat koszmarnych i zaznaczył się dla ludności polskiej w niezatartej pamięci. Stosował niebywały terror, areszt gminy, za najmniejsze przekroczenia był ciągle przepełniony. W szczególności byli biedni ci, z którymi miał porachunki osobiste z lat przedwojennych. Obojętnie kto to był, stary czy młody, kobieta czy mężczyzna, robotnik, chłop czy inteligent, ale jak coś gorszego może nawet od zwierzęcia, bo psa to pogłaskał. Jakkolwiek sam był Polakiem, ale Polaków uważał za nie ludzi, którzy według jego mniemania winni zniknąć z powierzchni ziemi..