Szukaj w sieciSzukaj w witrynie

WYPRAWA - (Wyspa Wielkanocna)

Jerzy Olech SP9EVP

Moje hobby -krótkofalarstwo.
Od kilkudziesięciu lat zajmuję się krótkofalarstwem. W poniższym artykule chciałem Szanownym Czytelnikom opowiedzieć o moim hobby.

Na czym ono polega ? Czym się zajmuje krótkofalowiec ?
Pokrótce można powiedzieć o radioamatorze - krótkofalowcu, że jest to miłośnik fal radiowych i wszystkiego co jest z tym związane.
Tak więc jedną z naszych podstawowych działalności, jest przeprowadzanie łączności na falach radiowych. "Łączności" przeprowadzamy z innymi krótkofalowcami z całego świata. Do łączności wykorzystywany jest sprzęt radiowy albo fabryczny albo też wykonany samodzielnie przez krótkofalowca. Istotne jest to, że nasza działalność podlega odpowiednim przepisom tak krajowym jak i ogólnoświatowym. Żeby zostać licencjonowanym krótkofalowcem i żeby dostać swój znak wywoławczy, należy zdać odpowiedni egzamin państwowy, ze znajomości przepisów, zasad prowadzenia łączności, radiotechniki, kodów i slangów, budowy urządzeń nadawczo-odbiorczych i anten, oraz z umiejętności posługiwania się telegrafią-nadawanie i odbiór- (alfabet Morse'a) z szybkością minimum 60 znaków na minutę.

Polscy krótkofalowcy są zrzeszeni w Polskim Związku Krótkofalowców, organizacji o 74-ro letniej tradycji. Związek reprezentuje krótkofalowców tak na arenie krajowej jak i międzynarodowej.

Na czym polega łączność?
Przede wszystkim na wymianie znaków wywoławczych stacji (znak każdego krótkofalowca jest jedyny na całym Świecie). Składa się on z prefiksu (np. prefiksem Polski jest SP lub SQ), numeru okręgu, oraz indywidualnego zestawu dwóch lub trzech liter. Przykładowo mój znak wywoławczy to SP9EVP. W trakcie łączności wymienia się też raport o słyszalności oraz dane operatora, czyli imię oraz miejscowość w której stacja się znajduje, oraz dane techniczne stacji.
Zasadą jest, że nie rozmawia się o polityce, o interesach o pieniądzach, o religii.

Amatorami-krótkofalowcami są ludzie z różnych grup społecznych od robotników, uczniów i studentów zaczynając a kończąc na głowach koronowanych. (np. król Hiszpanii Juan Carlos, czy nieżyjący już król Jordanii Husejn).
Łączności można przeprowadzać różnymi rodzajami emisji. Np.: telegrafią, fonią, emisjami cyfrowymi przy pomocy komputera, (dalekopis), można również przesyłać obrazy. Można przeprowadzać łączności na falach krótkich, ultrakrótkich, przy pomocy amatorskich satelitów, przy pomocy fal radiowych które odbijają się od Księżyca itd.

Oczywiście należy znać choćby w małym zakresie przynajmniej język angielski.

Między krótkofalowcami istnieje współzawodnictwo, jeśli chodzi o ilość krajów z którymi przeprowadzono łączność danym rodzajem emisji czy też na danym paśmie radiowym.

Łączności potwierdza się specjalnymi kartami (tzw. Karta QSL).

Niestety są kraje w których nie ma krótkofalowców. Zazwyczaj są to kraje biedne o niestabilnej gospodarce i polityce, albo są to kraje czy wyspy o tak małej ilości ludności, że akurat nie ma tam takiego człowieka, który by się zajmował tym hobby.
Dlatego też do takich krajów organizuje się specjalne wyprawy krótkofalowców, żeby uaktywnić ten kraj na falach radiowych i tym samym umożliwić innym krótkofalowcom przeprowadzenie łączności i póżniej uzyskanie karty potwierdzającej tą łączność. 

I tutaj moje hobby -krótkofalarstwo, łączy się z moim drugim hobby- podróżowaniem.

Właśnie w jesieni 2003-go roku z moimi dwoma kolegami zorganizowaliśmy kolejną wyprawę radiową na Wyspę Wielkanocną. Wyspa ta leży na Pacyfiku, 3 500 km od wybrzeży Chile, i  należy do Chile. Inne nazwy wyspy to: Rapa Nui -nazwa polinezyjska lub Isla de Pascua -nazwa hiszpańska.
Uczestnikami wyprawy oprócz mnie mają być moi wypróbowani Koledzy: Wojtek Kłosok (SP9PT) oraz Józef Gromysz. Józef wprawdzie nie jest krótkofalowcem (jego hobby to żeglarstwo, jest Kapitanem Żeglugi Jachtowej), ale ze względu na poczucie humoru jest wspaniałym kompanem. 
Dlaczego właśnie wybraliśmy tę wyspę? Poprzednie nasze wyprawy to Australia i australijskie wyspy: Cocos Islands oraz Christmas Island na Oceanie Indyjskim, wyspa Norfolk leżąca ok. 2000 km na wschód od Sydney na Pacyfiku, oraz wyspa Borneo -część należąca do Malezji.
Tak więc teraz decydujemy się na Amerykę Południową oraz Pacyfik, ale od strony zachodniej.

Na Wyspie Wielkanocnej nie mieszka żaden krótkofalowiec, a wyprawy są organizowane sporadycznie (ostatnia -3 lata temu), tak więc wydaje się, że nasza stacja będzie miała "wzięcie". Zabieramy się więc do "roboty". Okazuje się, że nie powinno być problemu z uzyskaniem licencji i znaku wywoławczego z Ministerstwa Łączności Chile.

Również nie są nam potrzebne wizy wjazdowe czy pobytowe. Jako obywatele polscy możemy podróżować do Chile bezwizowo.
Zaczynamy oczywiście od sprawdzenia cen biletów lotniczych. British Airways okazuje się bezkonkurencyjna. A cała trasa to ok. 35 000 km...

Sprawdzamy też możliwości zakwaterowania na Wyspie. Nieoceniony jest tu Internet.... W ciągu paru dni dysponujemy wszystkimi potrzebnymi informacjami..

Na początku września dostajemy licencje radiowe na prace naszych stacji z Wyspy, ale też z kontynentalnego Chile. (CE0/SP9PT oraz CE0/SP9EVP - CE0-to jest prefiks Wyspy Wielkanocnej).

Ustalamy datę wyjazdu (16-ty października) oraz trasę: 
Warszawa- Londyn- Buenos Aires- Santiago.
 W Santiago mamy spędzić jedną noc i na następny dzień polecieć na Wyspę. Na Wyspie mamy spędzić 14 dni, potem 7 dni w Chile- zwiedzanie Santiago oraz przejazd samochodem ok. 1000 km na północ Chile (pustynia Atacama), znowu dwa dni Santiago, a następnie, przelot do Brazylii (Rio de Janeiro) dwa dni i powrót do Polski przez Londyn. Na krótki pobyt w Rio w drodze powrotnej, namawia nas nasz serdeczny przyjaciel Kazimierz, (również krótkofalowiec). Jest on księdzem misjonarzem pracującym w Brazylii.

Wygląda to wszystko "fajnie" ale czy wszystko "wypali", tak jak byśmy chcieli?

Jednym z podstawowych problemów, przy tego typu wyprawach jest waga sprzętu jaki mamy ze sobą zabrać, a żeby sprawnie robić łączności musi być "trochę" sprzętu. Tak więc zamierzamy zabrać: trzy radiostacje (transceivery), dwa komputery (laptopy) do logowania łączności, dwa zasilacze, dwie duże anteny i materiały na budowę jeszcze dwóch anten, klucze telegraficzne, narzędzia, kable antenowe, maszt antenowy itd.. Bez ważenia wiadomo że będzie nadwaga ....A gdzie rzeczy osobiste? Zaczynamy przygotowania sprzętu radiowego na wyprawę. Również zgłaszamy naszą wyprawę do ogólnoświatowego kalendarza imprez krótkofalarskich (Internet). Po paru dniach otrzymujemy e-mail od klubu krótkofalowców w Santiago de Chile, że w czasie naszego pobytu w Santiago chętnie nam pomogą (zakwaterowanie, transport, zwiedzanie...) Ich propozycję przyjmujemy bardzo chętnie...

Podróż
16-ty października. Wylatujemy z Warszawy. Wszystko idzie zgodnie z planem. Nadwaga bagażu? Nie ma problemu....
Po trzydziestu paru godzinach lądujemy w Santiago. Na trasie Buenos Aires- Santiago podziwiamy z samolotu fantastyczne widoki Andów... Dzikie góry, śnieg, odludzie. W Santiago jesteśmy witani przez krótkofalowców chilijskich. Piękna pogoda. Przecież to półkula południowa więc podziwiamy fantastyczną wiosnę...  .Jedziemy do hotelu, a wieczorem na kolację którą fundują Chilijczycy.... Jesteśmy przyjęci wspaniale! Fantastyczne jedzenie, fantastyczne wino chilijskie.....Nieoceniona okazuje się moja znajomość hiszpańskiego... Na następny dzień rano wylot na wyspę....Mała dyskusja z powodu nadwagi bagaży....... Po pięciu godzinach (3 500 km !) dolatujemy do Wyspy...podziwiamy Wyspę z "lotu ptaka"... Kratery wulkanów, mało zieleni, wokół wzburzone morze...Już z samolotu widać kamienne postacie "Moai"...Wyspa jest nieduża, w kształcie trójkąta,. Przekątna Wyspy to ok. 20 km. Liczba stałych mieszkańców ok. 2500.
W tym miejscu należy choćby w skrócie powiedzieć o samej wyspie i jej historii. Wyspa została odkryta w siedemnastym wieku przez Holendrów. Jest to wyspa pochodzenia wulkanicznego, ale nie ma w chwili obecnej czynnych wulkanów. W momencie odkrycia wyspę zamieszkiwało parę tysięcy mieszkańców, pochodzenia polinezyjskiego. Wyspa  jest uważana za najbardziej izolowane miejsce na Ziemi. Do kontynentu Ameryki Południowej jest ok. 3 500 km, do Francuskiej Polinezji ok. 3000 km., a do angielskiej wyspy Pitcairn (którą zamieszkuje kilkanaście osób) ok. 2000 km. Na początku dwudziestego wieku wyspa przeszła we władanie Chile. Posiadłość ta jednak okazała się dla Chile dość uciążliwa ze względu na odległość. Sytuacja zmieniła się dopiero na początku lat sześćdziesiątych, w momencie wprowadzenia stałego połączenia lotniczego z Chile. W tym momencie ze względu na napływ turystów zaczęła się zmieniać sytuacja ekonomiczna mieszkańców. Jednak większość towarów musi być dostarczana na Wyspę z Chile.

Największą atrakcją wyspy są kamienne figury (rzeźby), nazywane "Moai", niektóre o wysokości kilkunastu metrów, o charakterystycznych twarzach i uszach. Jest tych figur ok. 500 i są one umieszczone wzdłuż wybrzeży wyspy. Wyspa jest  uważana przez mieszkańców (i nie tylko) jako pępek świata i miejsce promieniujące tajemną energią. Bardzo ciekawe są teorie naukowców na temat pochodzenia ludności wyspy jak i pochodzenia figur. Więcej informacji na temat wyspy można wyszukać na odpowiednich stronach Internetu. 
 

Pobyt na Wyspie
Po wylądowaniu, (nowoczesny pas startowy dostosowany do awaryjnego lądowania amerykańskiego promu kosmicznego) jesteśmy przywitani przez właścicieli "naszego" hoteliku girlandami kwiatów. Fantastyczne czyste powietrze, ciepło ale nie gorąco. Charakterystyczny zapach wyspy....

Około kilometra od lotniska znajduje się nasz hotelik. Dostajemy domek dwupokojowy, mieszczący się w pięknym tropikalnym ogrodzie, z widokiem na Pacyfik...Można się poczuć jak w raju....
Mało turystów, (jesteśmy przed sezonem), przyjazna obsługa w hotelu, dobre śniadania i kolacje.... 

Możemy bez problemu montować nasz sprzęt radiowy i anteny.
Po około trzech godzinach jedna radiostacja jest gotowa do pracy w eterze. Pierwszy rozpoczyna pracę na radiostacji Wojtek. Po nadaniu swojego znaku wywoławczego, w eterze dosłownie się "gotuje". Czasami trudno wyłowić z radiostacji znaki stacji wołających. Wołają dziesiątki czy setki stacji. Każdy chce mieć łączność z tak charakterystyczną Wyspą ! I tak już jest do końca pobytu na wyspie. Jesteśmy dumni z siebie. Pierwsi Polacy z radiostacją na Wyspie Wielkanocnej !!!

Pracujemy na radiostacji na zmiany czterogodzinne. Dłużej jest trudno wytrzymać ze względu na to, że jest to zajęcie wymagające maksymalnej koncentracji. Przybywa zapisanych łączności w laptopie. Przeciętnie w ciągu 24 godzin robimy ok. 1500 łączności, w przeważającej części tradycyjną telegrafią.

W wolnych chwilach zwiedzamy wyspę, robimy długie piesze wycieczki, kąpiemy się w Pacyfiku.(przepiękna plaża). Zapoznajemy się też z ludnością miejscową...

Czas szybko i przyjemnie mija. Trzy dni przed końcem pobytu, brzydki kawał robi nam ...Słońce!! Potężna erupcja plazmy w kierunku Ziemi powoduje drastyczne pogorszenie się warunków rozchodzenia fal radiowych... My słabo słyszymy i też jesteśmy słabo słyszani... Po dwóch dniach sytuacja się normuje, ale już trzeba wracać.... 

Pobyt w Chile
Pierwszego listopada wylatujemy z wyspy do Santiago de Chile. Przed nami tydzień pobytu na kontynencie południowoamerykańskim.
Na następny dzień jesteśmy zaproszeni na wiosenne spotkanie krótkofalowców chilijskich. Spotkanie ma miejsce w przepięknym subtropikalnym ogrodzie 50 km. na południe od Santiago. Doskonały grill, doskonałe wino -oczywiście chilijskie, doskonałe towarzystwo. Kurtuazyjna wymiana drobnych prezentów, zdjęcia. Jako wyraz uznania naszej aktywności w eterze z Wyspy Wielkanocnej, dostajemy od Związku Krótkofalowców Chile, przepiękną plakietkę z odpowiednim napisem.

Trzeciego listopada. Wynajmujemy samochód i wyruszamy zgodnie z planem w kierunku północnym. Po pewnych trudnościach z wyjazdem z Santiago (brak jakichkolwiek oznaczeń), pędzimy dobrą autostradą (Panamericana).

Fantastyczne widoki. Po prawej stronie Andy z ośnieżonymi szczytami. Momentami autostrada dochodzi do wybrzeża Pacyfiku i .....znowu zapiera nam dech w piersiach. Wieczorem dojeżdżamy do miasteczka Copiapo. Miasteczko to ma swoją świetność za sobą (skończyły się pokłady srebra w pobliżu), niemniej atmosfera wydaje się magiczna...

Czwartego listopada. Przed nami Pustynia Atacama. Pustynia ta jest uważana za jedno z najbardziej suchych miejsc na Ziemi. Decydujemy się na przejazd ok. 100 km drogą gruntową. Piasek, kamienie, kamienie, piasek, skały. Żadnych śladów cywilizacji. Przejeżdżamy kilkadziesiąt kilometrów i nie spotykamy żadnego samochodu...A jak się nasz samochód popsuje?

Po południu docieramy do pięknego miasteczka Bahia Ingles. Jest to jedno z najpiękniejszych kąpielisk Chile. Niewielu turystów, plaża ma długość kilku kilometrów. 
Znajdujemy kamping na samej plaży. Zakwaterowujemy się i oczywiście montujemy radiostacje. W ciągu dwóch dni robimy około sześćset łączności. Okazuje się, że pracując w eterze z Pustyni Atacama, jesteśmy atrakcją szczególnie dla stacji z Europy.

Charakterystyczne, że podróżując po Chile często jesteśmy "podejrzewani" o to, że jesteśmy "gringos" (amerykanie).
                            -Gringo, gringo,gringo..
                            -No somos gringo, somos desde Polonia!!!
                            -Polonia, Polonia, Polonia..?
                            -Si, Polonia, la tierra del Papa!
                            -Holla Amigos!!
Jednak po wyjaśnieniu, że jesteśmy z tej samej Polski co Jan Paweł II, byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Nieoceniona okazała się też moja znajomość języka hiszpańskiego. Natomiast język angielski, wydaje się być mało przydatnym w tym rejonie Świata.

W drodze powrotnej do Santiago, zatrzymujemy się w miasteczku o nazwie Domeyko. Należy tu wspomnieć, że Ignacy Domeyko, był Polakiem który pod koniec XIX-go wieku, bardzo przyczynił się do rozwoju geologii, górnictwa, szkolnictwa wyższego i przeróbki metali w Chile.

Skromne popiersie naszego Rodaka na centralnym placyku miasteczka.....

Pędzimy dalej. W oddali, na jednym ze szczytów Andów, widzimy kopułę obserwatorium astronomicznego. Polska Akademia Nauk, ma swój udział w tym obserwatorium. Niestety rezygnujemy z dojazdu, bo okazuje się, że następna stacja benzynowa jest za dwieście kilometrów i nie wiadomo czy nam wystarczy paliwa...

Ósmego listopada, sobota. Przed południem zwiedzamy stolicę Chile-Santiago. Miasto jest pięknie położone, robi wrażenie bogatego miasta, w przeciwieństwie do miasteczek na północy Chile. Żegnamy chilijskich przyjaciół, i..... rozpoczynamy odwrót w kierunku Europy. Przez Sao Paulo lecimy do Rio de Janeiro w Brazylii.

Brazylia i Rio de Janeiro
Lądujemy w Rio. Nasze bagaże a w szczególności pakunki z  antenami poruszają "security" na lotnisku...Krótkie wyjaśnienie i już witamy się z ks. Janem Sobierajem. Jest on kolegą naszego kolegi. Podziwiamy "ostrą" jazdę ks. Jana samochodem do centrum Rio. Ale tu wszyscy tak jeżdżą....

Zostajemy ulokowani w apartamencie Pani Otylii Kucharskiej, Polki urodzonej w Brazylii, niemniej doskonale mówiącej po Polsku.

Późny wieczór, wychodzimy "na miasto". Rio oszałamia. Światłami, ruchem, klimatem, powietrzem, pięknymi dziewczynami, doskonałym jedzeniem.....

Dziewiąty listopada, niedziela. Uczestniczymy w polskiej Mszy Świętej, celebrowanej przez ks. Jana. We mszy uczestniczy kilkunastu Polaków. Po mszy jesteśmy zaproszeni na kawę i spotkanie w polskiej atmosferze. Poznajemy też polskiego Konsula w Rio. 

Ksiądz Jan wiezie nas na Górę Corcovado, jedno z najbardziej znanych miejsc w Rio, z potężną figurą Chrystusa górującą nad Rio... Przepiękne widoki....

Powrót do Polski
Dziesiąty listopad. Kąpiel w Atlantyku i pobyt na cudownej plaży i.... wylatujemy do Europy. Czternaście godzin w samolocie i już jesteśmy w Londynie. Mamy parę godzin do odlotu do Warszawy. Zwiedzamy Londyn. Jednak po tym co zobaczyliśmy wcześniej, Londyn robi wrażenie miejsca ponurego i niegościnnego....

Jedenasty listopad. Późnym wieczorem lądujemy w Warszawie!

Podsumowanie
W cztery tygodnie przelecieliśmy i przejechaliśmy prawie 35 tysięcy kilometrów, poznaliśmy wiele ciekawych miejsc. Poznaliśmy wiele ciekawych osób. Plan naszej wyprawy został zrealizowany w stu procentach. Przeprowadziliśmy ponad 17 tysięcy łączności ze 134 krajami, w tym ponad 500 z krótkofalowcami z Polski.

Nie spotkały nas żadne niemiłe niespodzianki, a koszty wyprawy okazały się niższe od zakładanych.. Nasza wyprawa została bardzo pozytywnie przedstawiona w wielu biuletynach i czasopismach radiowych na świecie.

                      W tym miejscu należy podziękować;
Naszym Małżonkom. Za cierpliwość i wyrozumiałość w trakcie przygotowań, Związkowi Krótkofalowców Chile, a w szczególności Prezesowi Guillermo Guerra, Zarządowi Rybnickiego Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa za pomoc w wydrukowaniu kart potwierdzających łączności.

                              Where do we go next ? 
                 (Gdzie pojedziemy następnym razem?)
 

Jerzy Olech SP9EVP
Krzeszowice 25.01. 2004.